wtorek, 4 stycznia 2011

Ponownie zakładam bloga. Mimo że moja podświadomość okrutnie się buntuje robię to, co z góry skazane na klęske. Blogów miałam do cholery i jeszcze trochę. Głównie zakładane ostatnio były totalną klęską. Z tym będzie podobnie. Za każdym razem mam co do bloga wielkie plany: że będzie tak bardzo 'po mojemu', że będę często pisać, że czegoś pomoże mi się nauczyć i przede wszystkim: zawsze wierzę w to, że przetrwa wieki. Niestety, tym razem nie. Skoro z góry go uśmiercam, po co go zakładam? A nóż z tak pesymistycznym podejściem się uda? I z drugiej strony- cholernie ciągnie mnie do blogów.
Można powiedzieć, że jestem teraz w jednym z najtrudniejszych i do tego, o bogowie, kulminacyjnym momencie mojej gimnazjalnej edukacji. Za kilka miesięcy egzaminy, a za dosłownie kilkanaście dni konkurs z biologii na którym obecnienajbardziej mi zależy. Ostatnio więc wchodzę i pakuję do mojej nędznej główki formułki, regułki i tym podobne pierdółki. I cały czas staram się przezwyciężyć moje lenistwo. Uwierzcie: to nie proste. Kusi książka, kusi telewizja, kusi komputer. Odwracam wzrok, wyobrażam sobie dwie wizje siebie za pare lat i wracam do książek. W większości przypadków tak właśnie jest, jednak czasem nawet wizja mnie samej na zmywaku w Anglii nie jest w stanie przezwyciężyć mojej próżności.
Jeśli zaraz nie położę się spać rano szanowna rodzicielka nie będzie w stanie zwlec mnie z łóżka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz