wtorek, 8 marca 2011

Do mnie mów bo ja, chcę twoje słowa jeść.
Do mnie mów bo tak, najsłodsza staję się.
I brzoskwiniowy mus, z twych ust mnie wypełnia.
Jak księżyc znów, gorąca pełnia.

Najwyższa pora, by w końcu poukładać swoje życie i uporządkować pewne relacje. 

poniedziałek, 28 lutego 2011

Ciesze się, że w końcu się na to zdobyłam. Teraz będzie już tylko lepiej. Może jestem nieco niezrównoważona psychicznie, jednak- gwoli ścisłości, czuję że innym to nie przeszkadza, dlatego teraz będę otaczać się ludźmi wśród których czuję się naprawdę dobrze i nie muszę się przejmować każdym wypowiedzianym zdaniem. Zaczynam od nowa.
Paradoksalnie poczułam teraz, że mogę unosić się kilka centymetrów nad ziemią. Mam nadzieję że chociaż jedna zmiana, z tuzinów, które przeprowadzałam już w swoim, jakby nie było, dość krótkim życiu okażę się dobrą decyzją. Obecne marzenie? Usiąść z kubkiem gorącej herbaty w ręku i poczuć się naprawdę szczęśliwa. Będę do tego dążyć.
Chyba czuję wiosnę w powietrzu. Miło było dzisiaj wyjść na dwór i na policzkach, zamiast mroźnego wiatru, poczuć promienie słońca. Oddam niebo za leżenie na kocu pod rozkwitającą jabłonią.


piątek, 25 lutego 2011


Można oszaleć. Dziękuję za to co było, dziękuję za to że mogłam. Teraz się żegnam, to koniec. Do widzenia.

A tutaj będzie mnie więcej.  



fisz, i wszystko jasne ♥

poniedziałek, 24 stycznia 2011


Dziś jest pierwszy dzień reszty mojego życia.

 

Ostatnio trochę się wszystko spieprzyło.
Zaufanie rodziców pieprzło.
Imprezy pieprzły.
Wychodzenie pieprzło.
Zawsze mogło pójść gorzej, prawda? 
Jeśli do mojej listy grzechów dojdzie coś więcej: żeńskie gimnazjum wita. 

Tak przy okazji to się teraz wyjaśni pare rzeczy.


  







wtorek, 4 stycznia 2011

Ponownie zakładam bloga. Mimo że moja podświadomość okrutnie się buntuje robię to, co z góry skazane na klęske. Blogów miałam do cholery i jeszcze trochę. Głównie zakładane ostatnio były totalną klęską. Z tym będzie podobnie. Za każdym razem mam co do bloga wielkie plany: że będzie tak bardzo 'po mojemu', że będę często pisać, że czegoś pomoże mi się nauczyć i przede wszystkim: zawsze wierzę w to, że przetrwa wieki. Niestety, tym razem nie. Skoro z góry go uśmiercam, po co go zakładam? A nóż z tak pesymistycznym podejściem się uda? I z drugiej strony- cholernie ciągnie mnie do blogów.
Można powiedzieć, że jestem teraz w jednym z najtrudniejszych i do tego, o bogowie, kulminacyjnym momencie mojej gimnazjalnej edukacji. Za kilka miesięcy egzaminy, a za dosłownie kilkanaście dni konkurs z biologii na którym obecnienajbardziej mi zależy. Ostatnio więc wchodzę i pakuję do mojej nędznej główki formułki, regułki i tym podobne pierdółki. I cały czas staram się przezwyciężyć moje lenistwo. Uwierzcie: to nie proste. Kusi książka, kusi telewizja, kusi komputer. Odwracam wzrok, wyobrażam sobie dwie wizje siebie za pare lat i wracam do książek. W większości przypadków tak właśnie jest, jednak czasem nawet wizja mnie samej na zmywaku w Anglii nie jest w stanie przezwyciężyć mojej próżności.
Jeśli zaraz nie położę się spać rano szanowna rodzicielka nie będzie w stanie zwlec mnie z łóżka.